STRONA GŁÓWNA > PRACE PISEMNE UCZNIÓW


Rok szkolny 2009/2010

PRACE TEKSTOWE UCZNIÓW




FERIE ZIMOWE
Pierwszy tydzień ferii zleciał mi bardzo szybko i niezbyt ciekawie. Na koniec ostatniego tygodnia, kiedy jeszcze chodziliśmy do szkoły, rozchorowałam się, więc w pierwszym tygodniu ferii nie robiłam nic ciekawego, tylko brałam jeszcze leki. Czytałam książkę ,,Przygody Tomka Sawyera''. W drugim tygodniu już czułam się dobrze. Mój worek niemal codzienne był w ruchu! Jednego dnia poszliśmy na worek z mamą. Poszłyśmy do lasu. Najpierw wypróbowaliśmy górkę pod amboną. Mama kawałek mnie ciągnęła,1 potem puszczała i jechałam sama. Potem poszłyśmy na inną, bardziej stromą górkę i zjeż-dżałam tak samo. Raz tak mnie mama rozpędziła, że worek nie zatrzymał się na wystającym kołku [bo tam trochę wystawał kołek], tylko po nim przejechał! Dziura! Razem z mamą doszłyśmy do wniosku, że to bardzo męczące. Gdy wracaliśmy, to mama mnie ciągnęła na worku i potem chciała, żebym ja ją pociągnęła! Ledwo ruszyłam, leżałam plackiem na drodze! Za podwórkiem, na łące też miałam swoją górkę i tam poszliśmy. Ja jeździłam przodem, tyłem, na kolanach, a mama patrzyła. Potem mama też zjeżdżała! Tylko mama ma za długie nogi i trochę poryła mi ,,workostradę”, ale to nic. To bardzo śmiesznie wyglądało, a mamie się to zaczęło podobać! Zrobiliśmy aniołki i poszliśmy do domu. W sobotę 24 stycznia mama na moje własne życzenia obcięła mi włosy, więc w ferie trochę się zmieniłam. W czwartek, pod koniec ferii przyszła do mnie Magda. Miała zostać tylko na jedną noc, ale została na dwie. Grałyśmy w ,,państwa i miasta” i w ,,skoki ”. W piątek też poszłyśmy na worek. Te ferie były dobre i porządnie odpoczęłam i się wyspałam!


 

JAK MOGŁY POWSTAĆ NOWINY?


Skąd pochodzą nazwy miejscowości? Niejednokrotnie trudno jest nam opowiedzieć, skąd wzięły się nazwy znanych nam miejscowości . Oto „nieco” nieprawdopodobna historia powstania nazwy „Nowiny”.
Nowiny pochodzą od słów „dobra nowina”. Kiedyś Nowiny nazywały się Czarownicostrachem, ponieważ straszyły w nich czarownice. Były one brzydkie, stare i straszne, więc nikt tam nie mieszkał. Pewnego dnia dziewczyna o imieniu Danusia postanowiła z nimi porozmawiać i wyruszyła ze strachem i wstrętem do Czarownicostrachu. Jechała trzy dni, ale w końcu dotarła do wielkiego zamku. Weszła do niego i dostrzegła pajęczyny na ścianach. Wtedy właśnie stanęły przed nią cztery straszne czarownice. Podeszła do nich przerażona i rzekła: „Moje drogie, bądźcie tak miłe i wyjedźcie stad, proszę”. One uśmiechnęły się i powiedziały: „My jesteśmy czarownice. Czarne mamy swe spódnice. Nie będziemy szkraba słuchać!”. Biedna dziewczyna uciekła ze strachem, lecz chwilę później wróciła i rzekła: „Nie będę się was bała. Pokonam zło. Jeszcze mnie popamiętacie!”. Następnie, gdy odwróciły głowy, pobiegła do ich laboratorium, w którym rozpoczęła poszukiwanie czarnoksięskiej księgi dobrych życzeń. Szukała jej przez sześć godzin, lecz w końcu ją znalazła. Gdy nadeszły czarownice, schowała się pod stołem. Wówczas one krzyknęły: „My cię, droga dzieweczko, widzimy i zaraz cię w piecu spalimy!”. Potem podbiegły do stołu, lecz Danusi już pod nim nie było, gdyż w tym czasie udało jej się uciec z czarnoksięską księgą. Gdy znalazła się na pustkowiu, powiedziała zaklęcie: „Hokus, pokus, morokus! Niech te wiedźmy zginą!”. I zginęło wszystko to, co brzydkie. Pojawili się też ludzie, którzy w tym miejscu zbudowali sobie domy. Danusia, jak to Danusia, objadała się ciastkami i owocami na swoim tronie, bo została królową. Odtąd żyli długo i szczęśliwie. Przyjechał goniec i bajki koniec!


Danuta Małaczek



JAK POWSTAŁ KAMIEŃ
Kamień to mała wieś koło Radawnicy. A oto historia o jej powstaniu: Gdy tej wsi jeszcze nie było, na jej terenie mieszkała w swoim zamku dobra czarodziejka. Zajmowała się ona głównie wymyślaniem nowych zaklęć i innymi podobnymi rzeczami. Miała ona swoj skarb. Był to wielki kamień, do którego jej prababka starannie przytwierdzała wszystkie kamienie szlachetne jakie znalazła w swym życiu. Kawałek dalej mieszkała zła czarownica. Zajmowała się głównie układaniem złych czarów i trujących mikstur, bo dokuczanie czarodziejce nudziło, ponieważ zawsze odpierała jej ataki. Czarownica wiedziała o skarbie czarodziejki, lecz nigdy go nie widziała. Ona sama żadnego skarbu nie miała i w końcu zaczęła być zazdrosna, że czarodziejka ma coś tak drogocennego, a ona nie ma nic. Z każdym dniem jej zazdrość rosła. W końcu znienawidziła czarodziejkę do tego stopnia, że chciała ją zabić! Wysłała jej butelkę z trucizną i napisała jej w liście, że jest to jej najnowszy preparat poprawiający samopoczucie i w związku z tym, że mieszkają na odludziu zmuszona jest poznać jej opinię na temat tego preparatu. Czarodziejka była łatwowierna, więc po przeczytaniu listu od razu chciała wypić zawartość butelki, lecz jej kot, Figaro zaczął tak strasznie krzyczeć, gdyż wiedział co to jest, że czarodziejka upusciła butelkę i stłukła ją. Po pierwszej nieudanej próbie czarownica wpadła na inny pomysł. Zmieniła się w wędrowcę i poszła do zamku czarodziejki. Zapukała do drzwi i powiedziała: Witaj! Jestem wędrowcem, wędruję już bardzo długo i jestem bardzo spragniony. Czy mogę wejść?- czarodziejka natychmiast wpuściła "wędrowcę" do domu. Gdy czarownica weszła, błyskawicznie rzuciła na czarodziejkę czar uśpienia. Na wszelki wypadek uśpiła i kota. Potem chodziła po wszystkich pokojach zamku. Wreszcie w ostatnim znalazła skarb! Był to duży, szary głaz, do którego przytwierdzone były kryształy najróżnijszych kamieni. Były to: karneole, spinele, rubiny, szafiry, lapis-lazuli, ametysty, granaty, cyrkony, malachity, górskie kryształy, kocie oka, turkusy, szmaragdy, turmaliny, diamenty i inne. Czarownica wykradła skarb i szybko wyszła z zamku, bo czar miał zaraz stracić moc. Czarownica postawiła skarb w swoim zamku i była dumna, że wreszcie go ma. Lecz od tej pory czarodziejka zaczęła rzucać na nią czary i robić jej różne nieprzyjemności czarami, żeby tylko odzyskać skarb. Więc czarownica postanowiła pozbyć się czarodziejki, ale w inny sposób niż poprzednio. Bez wiedzy czarodziejki wystawiła kamień na wzgórze. Potem poleciała do istniejącego już miasteczka, Złotowa i zaczarowała ludzi tak, że wielu z nich zaczęło zjeżdżać na to pustkowie. Gdy już byli na miejscu, czarownica będąc niewdzialną, zdjęła z nich urok. Zobaczywszy głaz wysadzany drogocennymi kamieniami popadali na kolana. Potem niektórzy próbowali go podnieść, lecz był mocno wbity w ziemię. Po jakimś czasie ludzie zaczęli się tam sprowadzać i budować domy. Czarodziejka gdy to zobaczyła, przeraziła się okropnie, bo przecież po to mieszkała na pustkowiu, żeby ludzie jej nie widzieli. Jeśli ludzie ją zobaczą to umrze! A teraz, kiedy ludzie się tu sprowadzają będzie to nieuniknione! Nie myślała już o skarbie tylko o tym co zrobić ze sobą. W końcu wyniosła się nie wiadomo gdzie. Czarownica skakała z radości. Lecz ludzie w końcu spostrzegli ją. Były to czasy w których czarownice palono na stosach, więc domyślacie się jaki los ją spotkał. Po kilku latach oba zamki zburzono. A kamień? Właśnie od niego wieś nazywa się Kamień. Lecz pewnego dnia poprostu zniknął! Z pewnoscią nikt go nie ukradł. Czarodziejka mogła po niego wrócić, gdy czarownicy już nie było.


Zofia Zygmunt



 

DESZCZ


Ciągle pada i nie przestaje padać.
Tak jesienny deszcz pada, aż człowiek parasol rozkłada.
Chmury opadły nisko deszcz padać chce szybko.
Deszcz jesienny prowadzi do Jadzi, przez sady, przez łąki i lasy.
Kto wykonał te piękne klejnoty,
które błyszczą jak najpiękniejsze dziewczęce oczy?


Anita Grelewska kl.VI






POWRÓT

 
Copyright © 2005 by Versinon. Wszystkie prawa zastrzeżone.